This page is hosted for free by cba.pl. Are you the owner of this page? You can remove this message and unlock many additional features by upgrading to PRO or VIP hosting for just 5.83 PLN!
Want to support this website? Click here and add some funds! Your money will then be used to pay for any of our services, including removing this ad.

Kosmiczny Oddech

 

Kosmiczny oddech

 

 

 

Poniżej linki do modlitw:

 

https://www.youtube.com/watch?v=5KJMDssve2k

 

https://www.youtube.com/watch?v=13Eh15hw1cc

 

 

            Poniższa akcja trwała jakieś trzy dni, czyli tyle rozwijał się wątek, akcja i wnioski. Opisałam w skrócie, jak to wszystko wyglądało. Zaczęłam od Uzdrawiania ze Zbyszkiem, a kontynuacja nastąpiła w kolejnej modlitwie z oddechem.

 

 

 

Od razu wrzuciło mnie na ławkę zwierzeń (to takie miejsce, w którym możesz zwierzyć się Ojcu). Zazwyczaj siedzi na niej Jezus. Tym razem była to mieszanka Zeusa, Buddy i Jezusa. Przytulił mnie serdecznie. Dał mi kartkę, na której napisane było : 9000,00. Nie zdążyłam się zorientować co to oznacza. Trzymał na kolanach księgę, którą otworzył, wertował kartki jakby szukał czegoś, co chciał mi pokazać. Na jednej ze stron ukazał się rysunek, energetyczny zarys. Było to coś na kształt jaja, ale świetliście energetyczne, osadzone w rękojeści, w kolebce, ale nie dotykało jej. Było zawieszone w powietrzu, a jednak razem tworzyły całość. To coś wyłoniło się z księgi i pojawiło się w mojej prawej dłoni. Zrobiło się duże, osadzone na trzonie na wysokości mojej głowy. Wokół białego jaja obracały się smugi światła. Stałam i zastanawiałam się co dalej. Jezus wstał z ławki, uklęknął przede mną i pocałował mnie w dłoń. Płakać mi się zachciało. Zaskoczyło mnie to wszystko. Wówczas otworzyła się przed nami przestrzeń na kształt oka. Jezus poprowadził mnie ku źrenicy.

 

Weszłam do źrenicy tegoż oka, a tu pusta, ciemna przestrzeń. Byłam w jakimś pojeździe, chociaż to nie miało napędu (kapsuła czasu). Jezus był przy mnie. Nagle w przestrzeni zawieszony był ogromny, energetyczny człowiek. Zmierzaliśmy ku niemu. Pojazd został połączony z prawą dłonią energetycznego człowieka (nieskalany pierwowzór ludzki) jakimiś przewodami. Trochę śmiesznie to wyglądało, jakby miał torebkę, w której się znajdowaliśmy. Wówczas nastąpił przesył energii, która połączyła się z moim artefaktem. Dziś wiem, że to latarnia zbawienia, która łączy moc trzech wież : kryształowej, złotej i białej. Nastąpił taki wybuch energii we mnie i wokół, że aż mnie bujało. Jezus zamienił się w Zeusa. Zintegrował się ze mną, wszedł zarysem w moją przestrzeń. Byłam nim. Nagle znalazłam się w Morskim Oku. Weszłam tam jako Zeus trzymając latarnię, która połączyła się z krzyżem Giewontu. Cała turkusowa woda z Morskiego Oka została we mnie wciągnięta, pochłonięta. Powstał wokół mnie wir energii biało niebieskiej, coś na wzór trąby powietrznej.

 

 Odkryłam również, że ten olbrzymi, energetyczny człowiek w formie pierwowzoru, z nienaruszonym DNA swobodnie oddycha w rytmie kosmosu. Pokazali mi złoty jego fantom, który nałożyli na mnie i cała maszyna ruszyła. Mózg wszedł w jakby inną formę, inną swoją rolę, połączony przewodami nie tylko z ciałem, ale z przestrzenią i jej wymiarami. Odrodzenie. Wiem również, że oprócz joginów na Giewoncie, wody Morskiego Oka uczestniczą w tym procesie kosmicznego i duchowego oddechu.

 

Wizyta u joginów na Giewoncie po kosmiczny oddech, przebiegła na wesoło. Uśmiałam się po pachy. Dwóch joginów (biały i złoty – duchowy i kosmiczny) nałożyło się na siebie. Powiedzieli, że mam dwa w jednym. Nim weszłam w nich, aby odbyć lekcję oddechu, mój "cień" odłączył ode mnie i spadł w przepaść. Usłyszałam: pozdrów krewnych. Siedziałam jako jogin i oddychałam. Byłam monumentalnych rozmiarów. Przyszedł Jezus, taki mały i wdrapał się do góry, oparł łokciem o ucho jogina i powiedział: Odpuść mi Budda, bo dwa razy spojrzałem grzesznie na Magdalenę, raz na taką inną, ale nie pamiętam imienia. Odpuść mi. Aha i ukradłem sandały Janowi Chrzcicielowi. Odpuścisz Budda? I zaczął się śmiać. Zeskoczył w dół i wtedy dopiero Budda - jogin zaczął się śmiać. To było jak wybuch bomby, pomruk rozszedł się po kosmosie, galaktykach, wymiarach. Zrozumiałam, że najlepszy oddech jest przy śmiechu. Śmiejemy się kosmicznie, z kosmosem, w kosmosie. Jezus zrobił to specjalnie, aby pokazać jak to działa. Rezonans poszedł i powrócił jak fala na wodzie. Niesamowite to było i wysyłam śmiech Buddy każdemu. ;))))))))))))))))))))))))))

 

Przez chwilę odczułam moc i cud bycia w pełni człowiekiem, tym, którego w swym zamyśle stworzył Bóg. On nie powołał do życia słabeusza, nieudacznika, ale potęgę na obraz i podobieństwo swoje. Gdy trwałam w tym stanie przyszedł przekaz, orędzie:

 

Choćbym upadł – powstanę

Choćbym ukląkł – wytrzymam

 

Nie ugnę się i podążać będę ku światłu Ojca mego

 

Podążać będę w ciemności, w mroku tej planety

 

Aż ujrzę gwiazdę, która mnie poprowadzi

 

Wzniosę się na wyżyny pozostawiając słabości

 

JA człowiek, JA świadectwo JEGO doskonałości

 

Podążać będę w nieskończoność, aż powstanę i podam mu rękę

 

JA dziecię JEGO, JA, w którym wszystko zapisane

 

Poprzez przestworza gwiazd, poprzez wymiary, poprzez galaktyki i tryby czasu

 

Wznosić się będę po bezkresne niebiańskie progi

 

W nich się zapiszę, bo w nich odrodzenie

 

Dla każdego, kto się odważy i powstanie

 

By podać MU rękę

 

 

 

I tu już więcej komentować nie będę. Zostawiam puentę i wnioski wzrastającemu.